Pełczyńska-Nałęcz: Władze TVP są na telefon z kancelarii premiera
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz była gościem na Kanale Zero. Polityk mówiła m.in. o mediach publicznych, której jej zdaniem wymagają natychmiastowej reformy. Nie zabrakło mocnych oskarżeń pod adresem dziennikarzy.
– Mówiliśmy, że chcemy ustawy, która wreszcie spowoduje, że to będzie pluralistyczna publiczna telewizja, apolityczna. Taka ustawa została przygotowana. Projekt tej ustawy wszedł do prac rządu i teraz dalej rząd musi chcieć, żeby to poszło do przodu – mówiła minister funduszy i polityki regionalnej.
"Tuba propagandowa"
Dalej Pełczyńska-Nałęcz wprost stwierdziła, że TVP jest" tubą propagandową" obecnej władzy, a nawet, że jej władze są "na telefon z kancelarii premiera".
– Nie chcę tutaj po nazwiskach dziennikarzy iść. Natomiast uważam, że tak jest i to jest bardzo źle. Mówiliśmy, że nie będziemy robić w Telewizji Publicznej jak za PiS, więc my jako Polska 2050 nie będziemy tego robić. Nie będziemy wywalać jednych, żeby postawić teraz innych politycznych funkcjonariuszy. Ma być ta ustawa – stwierdziła jednoznacznie liderka Polski 2050.
Pełczyńska-Nałęcz powiedziała, że ma "uczciwość i odwagę powiedzieć", że "TVP staje się znów tubą propagandową, nawet nie koalicji, a pewnych określonych w niej partii".
Miażdżące wyniki obiektywności
W okresie od 29 września – 4 listopada 2025 KRRiT analizowała 30 odcinków programów ukazujących się na antenach TVP Info oraz TVP3. Chodzi o "Bez trybu", "Niebezpieczne związki", "Co ludzie powiedzą?", "Bez retuszu" czy "Kontrapunkt". Z opracowanego raportu wyłania się przygnębiający obraz kondycji mediów publicznych. Aż 71 proc. badanych treści było negatywnie nacechowanych wobec opozycji.
Eksperci wskazali, że sposób dobierania gości do programów sprzyjał partiom koalicji rządowej. Głos opozycji był marginalizowany, a prowadzący nie byli neutralni w sposobie prowadzenia programu. Kolejnym zarzutem jest brak pełnego pluralizmu brak przestrzeni do merytorycznej debaty oraz personalizację tematów. W aż 78 proc. przypadków dyskusja ogniskowała się wokół ocen konkretnych polityków, a nie merytorycznej kwestii.